Nie każdy z was wie, że jestem osobą dość chorowitą, od dziecka nie opuszcza mnie astma a w wieku dojrzewania doszła jeszcze łuszczyca albo AZS – do końca nawet nie jestem zdiagnozowana mimo jeżdżenia po dermatologach i klinikach (osobiście uważam, że mam to i to).
Od dłuższego czasu twierdzę, że męczy mnie coś jeszcze i tu zaczyna się cała zabawa...
Jest kilka pięknych akcji prozdrowotnych skierowanych głównie do kobiet, przykładami są Kwiat kobiecości, "jestem mamą - badam się" czy też "jestem kobietą - badam się" Chociaż one są skierowanie głównie na raka szyjki macicy czy piersi. Rozmawiałam z kilkoma kobietami/mamami które owe akcje wspierają a przez "Mam wątpliwość" zostałam nawet nazwana głupią kozą za szukanie wielu wymówek, by nie iść na jakiekolwiek badania . A więc przestałam...
Szukanie diagnozy to jak szukanie igły
w stogu siana, wiele chorób ma identyczne objawy. Mam całą listę
badań które powinnam zrobić by znaleźć winowajcę, nie byłoby w
tym nic dziwnego i pewnie nawet bym nie poruszała tego tematu gdybym
była milionerką i wszystko robiła prywatnie (chociaż i tu kolorowo nie jest o czym później). W związku z brakiem środków na
pokrycie wszystkich badań udałam się do lekarza pierwszego
kontaktu, jak się okazało ginekologa-internisty, początkowo się
ucieszyłam. Pierwsze o co zapytał to czy jestem w ciąży, wcale
się nie dziwię, bo od minimum 4 lat tak wyglądam... Odpowiedziałam
przecząco i zaczęłam opowiadać z czym przyszłam, zaczęłam
opisywać objawy które mnie niepokoją a lekarz mi przerwał
twierdząc, że wcale badań nie potrzebuję ( szkoda, że nie
dodał, że mam schudnąć jak większość z którymi mam styczność,
a uwierzcie próbowałam już kilka razy z marnym skutkiem) Dodał
jednak, że może mi wystawić na podstawowe czyli mocz, morfologię,
glukozę na czczo, lipidogram, co w tym najśmieszniejsze mój mąż
dostał skierowanie na dokładnie te same badania mimo, że przyszedł
z zupełnie czymś innym. Jako, że zależało mi na zbadaniu glukozy
i insuliny, chciałam za tę drugą zapłacić i w rejestracji
usłyszałam, że nie wiedzą czy mogą mi ją zrobić a telefon wyżej standardowo "zajęty". Zaczęłam więc szukać przychodni
która bez problemów zrobi mi prywatnie krzywą glukozową i
insulinową i tu zaczęły pojawiać się przede mną kolejne
schody... Pierwsza przychodnia- pobiorą z chęcią, cennik podany
ale bardzo mi przykro bez zlecenia nie da rady "Dobrze, dziękuję
do widzenia". Kolejne kroki skierowałam do byłego szpitala
wojskowego zachęcona opiniami o tym miejscu i znowu "zonk"
albo ściema – najpierw zasłona skierowaniem jak w pierwszej,
chwilę później zmiana taktyki na "nie możemy Pani tego
badania zrobić, krew by za długo czekała, bo wozimy ją do innego
laboratorium" serio? Zrezygnowana przyszłam z samego rana z
glukozą w ręku do starej przychodni z dzieciństwa i W KOŃCU się
udało! Zrobili mi badanie bez problemu i to taniej niż w innych
ośrodkach. Dzięki mojej upartości dowiedziałam się że
najprawdopodobniej mam insulinooporność, po zrobieniu kilku
dodatkowych badań mam zamiar udać się do lekarza specjalisty by to
potwierdził.
Nie mogę zrozumieć dlaczego tak
ciężko jest dostać skierowanie na ciut droższe badania. Lekarze
albo twierdzą, że jest się zdrowym i te objawy to norma, albo
wmawiają, że pacjent wymyśla i szuka problemu na siłę. Zapytać
można co mnie tak wzięło na te badania, to proste, marzę o drugim
dziecku a jak niektórzy z was wiedzą to po za synem jedną ciążę
już poroniłam... Szukam przyczyn tego zdarzenia i chcę chociaż
spróbować zapobiec temu w kolejnej ciąży...
Mam nadzieję i chcę w to wierzyć,
że te akcje pro zdrowotne pomogą w łatwiejszym dostępie do badań,
chociaż z przykrością stwierdzam że poczekamy na to wiele lat...
A czy ty, też masz nie miłe
doświadczenia z lekarzami ??

Trzeba mieć szczęście, żeby trafić do dobrej poradni/szpitala i na prawiwego lekarza z powołania, który zna się na rzeczy.
OdpowiedzUsuńOch tak, to niestety prawda, ale czesto zanim się na takiego trafi to jedteśmy zmuszone na leczenie przez zwykłych konowałów...
UsuńRaz miałam problem ze zrobieniem testów alergicznych w Medicoverze, bo "system blokował". Cokolwiek to znaczy.
OdpowiedzUsuńZa kazdym razem kiedy ide po recepte na moje refundowane leki system daje mi 100% i lekarze musza recznie poprawiac 😑
UsuńNasza służba zdrowia jest Wręcz tragiczna. Płacimy rok w rok ogromne pieniądze na ubezpieczenie, ale spotykają nas same przykrości. Najgorsze jest to, że z kim bym nie rozmawiała, to spotykam się z negatywnymi komentarzami na temat służby zdrowia. Poruszyłas bardo ważny i potrzebny temat. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego! :)
OdpowiedzUsuńJa juz nawet mysle o leczeniu sie w Czechach, mam blisko a podobno tamtejsza opieka jest super :)
UsuńJa miałam PCOS i guzy na jajnikach (na szczęście okazało się, że niezłośliwe). Przeszłam 4 operacje, leczyłam się głównie prywatnie - ale i tak musiałam sama szukać, czytać o objawach i na własną rękę się diagnozować - bo wielu lekarzy mnie zbywało i bagatelizowało moje dolegliwości. Na szczęście intuicja mnie nie zawiodła - i wręcz wymusiłam na lekarzach konkretne wyniki i badania, dzięki którym wreszcie zostałam prawidłowo zdiagnozowana (co nie oznacza, że wyleczona). Także nie mam zaufania do przedstawicieli służby zdrowia - i uważam, że jako pacjent trzeba być wyjątkowo upartym, konsekwentnym i samemu trzymać rękę na pulsie.
OdpowiedzUsuńI właśnie to mnie boli i denerwuje najbardziej, że to ja jako pacjent muszę się sama diagnozować i o wszystko prosić... skoro to tak ma wyglądać zawsze to wolałabym wybrać 100% prywatnego leczenia ale żeby mi nie zabierali składek...
UsuńSłużba zdrowia to dla mnie ciężki temat... ;) Mam problemy z kręgosłupem od ponad 2 lat. Byłam u całej masy specjalistów i dopóki nie zaczęłam płacić za prywatne wizyty - nikt nie potrafił powiedzieć co mi jest :P Wystarczyło zapłacić za wizytę ze dwa razy po 200 zł i się dowiedziałam, co mi dolega ;p No aż się scyzoryk w kieszeni otwiera!
OdpowiedzUsuńDlatego cieszę się, że mogę korzystać z prywatnej opieki medycznej.to duże udogodnienie.
OdpowiedzUsuń